Lubię horrory, ale tylko wtedy, gdy za warstwą straszności/obrzydliwości kryje się ciekawy, oryginalny vel intrygujący pomysł. Jeśli film mający wywoływać strach stworzy się na takiej podstawie, to istnieją bardzo duże szanse na dobrą produkcję, nawet jeśli film nie będzie wywoływał dreszczy i pisków. Tak też było w przypadku American Horror Story - serial jest "straszny" (chociaż bardziej odpowiednie byłoby tu słowo pojebany) tylko przez kilka pierwszych epizodów, kiedy to jeszcze nie wiadomo dlaczego to wszystko jest takie nienormalne i każda nowa postać ma dziwniejszą historię od poprzedniej. Jednak gdy w końcu tajemnice przestają być tajemnicami, a wątpliwości się rozwiewają, nie ma się tam właściwie czego bać. A jednak dalej ogląda się dobrze, bowiem intrygują sami bohaterowie i koncepcja nawiedzonego domu.
A cała historia skupia się wokół Harmonów - rodziny po różnych przejściach, która chce zacząć życie od nowa. Dlatego kupują posiadłość w Los Angeles, starą, piękną... I wprowadzają się. Chata bardzo ładna, duża, tania. Haczyk jest taki, że jeszcze niedawno w domu zginęła para gejów, ówczesnych właścicieli domu. A przed nimi jeszcze wiele innych osób wyzionęło ducha w jego ścianach. I nikt z nich tego domu nie opuścił... i opuścić nie zamierza.




