sobota, 21 grudnia 2013

"Amerykańscy bogowie" Neil Gaiman

"Amerykańscy bogowie" (wersja autorska) 
Neil Gaiman

Człowiek to taka istota, która ma to do siebie, że wierzy. Potrzebuje wiary, a wiara potrzebuje jego. Ona dodaje mu otuchy, pomaga uporać się z problemami, daje w życiu oparcie. Niejednokrotnie może wyjaśnić pewne prawa i zasady rządzące światem. Tak jest ludziom łatwiej - gdy mają w co wierzyć, kiedy ich bóg czuwa nad nimi i mogą się do niego modlić oraz prosić go o łaski. Ale to człowiek stworzył bogów, a oni rozwijali się wraz z nim. Z czasem też, wraz ze swoimi stwórcami, przybyli do Ameryki. Do Nowego Świata. Tam zapuścili korzenie, czczeni rośli w siłę, bo wyznawców na ten kontynet przybywało coraz więcej. Jednak w dobie elektroniki, telewizji i internetu starzy bogowie nie mają się dobrze. Ludzie większym szacunkiem darzą nowoczesną technologię niż własne wierzenia, które sami kiedys powołali do życia. I jak te mają sobie poradzić?

"Ludzie wierzą, pomyślał Cień. Tak już z nimi jest. Wierzą. A potem nie biorą odpowiedzialności za to, w co wierzą. Przywołują kolejne istoty i nie ufają swoim tworom. To ludzie zaludniają ciemność duchami, bogami, elektronami, opowieściami. Ludzie wyobrażają sobie i wierzą, i owa wiara, twarda, niezmienna jak skała, ma moc stwórczą."

Cień spędził w więzieniu już prawie trzy lata. Teraz odlicza dni do wyjścia na wolność. Jednak na chwilę przed opuszczeniem kratek aresztu dowiaduje się, że jego żona nie żyje - straciła życie przez to, że najprawdopodobniej go zdradzała. Cień chce wrócić do domu, ale w czasie podróży spotyka osobliwego Wednesday'a - starszego pana, który proponuje mu pracę ochroniarza i chłopca na posyłki. Zrezygnowany i pusty Cień chce jednak tylko w spokoju, po raz ostatni pożegnać swoją miłość, ale nowo poznany towarzysz nie daje za wygraną. Razem wyruszają w podróż przez Stany, która zmieni całkowicie nie tylko Cienia, ale również losy całego kontynentu. Ameryka musi być bowiem przygotowana do burzy, która zaprowadzi nowy porządek i raz na zawsze ustali kto zostanie, a kto odejdzie w niepamięć. 

Neil Gaiman to angielski pisarz i scenarzysta, którego proza znana jest na całym świecie. Ja przed przeczytaniem Amerykańskich bogów nie miałem styczności z piórem autora, nie znałem więc jego stylu pisania i nie wiedziałem czego po książce oczekiwać. Pisząc tę recenzję mam za sobą jednak już drugie dzieło Gaimana i na tym na pewno się nie skończy. Gość ma coś w swoim sposobie operowania słowem, potrafi omamić, wciągnąć i zaintrygować nawet prostą, banalną sceną czy krótką historyjką, a pomysł, na którym oparł fabułę Amerykańskich bogów zasługuje na duże uznanie i warto się z jego przedstawieniem zapoznać - mimo że nie jest to opowieść krótka, lekka i szybka w czytaniu. Autor zwraca w niej uwagę na wiele ważnych i istotnych spraw, które w XXI wieku dotykają każdego z nas: na uzależnienie od elektroniki, traktowanie niektórych gadżetów jak bogów, niemożność prostego życia bez cudów technologii. Ukazuje czytelnikowi, jak mało czasu ludzie mają na swoje sprawy duchowe, jak bardzo pochłania ich dzisiejszy świat rozrywki i zabawy. Pokazuje w swojej powieści brutalny, ale prawdziwy przekrój teraźniejszego społeczeństwa, które nieustannie pędzi i zmienia się, po drodze zatracając wiele ważnych wartości. 

Jednak mówiąc o głębokich przemyśleniach zawartych w książce Neila Gaimana, nie można zapominać o drugiej stronie jego powieści - tej fantastycznej, dającej przednią rozrywkę. Jest nią wspomniana wcześniej burza, czyli wojna bogów. Tych nowych - internetu, elektroniki, telewizji, z tymi starymi, którzy przywędrowali do Ameryki wraz z ludźmi wieki temu. Występuje tu m. in. panteon skandynawski, bożkowie afrykańscy, azjatyccy, słowiańscy, indyjscy i egipscy - fani powieści dotykających temat mitologii będą więc wniebowzięci. Oprócz bogów są tu też różne stwory, duchy i demony - wszystko, w co człowiek wierzył i co przywiózł ze sobą do Nowego Świata. Teraz jednak o tym zapomnina, zostawiając wszystkie swoje stare wierzenia na pastwę losu, zaczynając tworzyć nowych bogów i to im oddawać cześć. Jednak w Ameryce nie ma miejsca dla nich wszystkich, i ten problem będzie musiał być rozwiązany. 

Niesamowicie podoba mi się taki pomysł na fabułę, jest to coś innego, oryginalnego. Chociaż na początku trochę nie mogłem się połapać - wprowadzenie było dość zagmatwane, różne wątki się przeplatały i często, ni stąd ni zowąd, pojawiały się sceny, które nie miały nic wspólnego z akcją dziejącą się na poprzedniej stronie, to po pewnym czasie wszystko łączyło się w całość, stawało się jasne i klarowne. Podczas czytania trochę przerażała mnie osobliwość niektórych momentów, zwłaszcza tych erotycznych, gdzie często otwierałem oczy szeroko ze zdziwienia i albo się śmiałem, albo byłem lekko przerażony wyobraźnią autora, ale pomijając ten aspekt, ciągle byłem pod wrażeniem umiejętności Gaimana, bo swoją książką potrafił mi nieźle namieszać w głowie. Gdy zasiadałem do czytania i zaczynałem wkręcać się w fabułę, tok mojego myślenia schodził na nieco inne tory - bardziej zagmatwane i dziwne. Natomiast kiedy książkę odkładałem, chwilę trwało, nim w pełni się otrząsnąłem i znów wszystko wracało do normalności. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby książka w taki sposób mnie zaabsorbowała, ale Amerykańskim bogom się udało. I choć nie czytało mi się tej książki łatwo, długo ją męczyłem i nie mogłem dojść do końca, to gdy już przerwóciłem ostatnią kartkę, poczułem uczucie spełnienia. Jestem bardzo zadowolony, że było mi dane przeczytać tę powieść, bo jest ona tego warta.

"Istnieją historie, które są prawdziwe, w których każdy wątek to tragedia jedyna w swoim rodzaju, a najgorszą tragedią jest to, że już ją słyszeliśmy i nie możemy sobie pozwolić, by poczuć ją zbyt mocno. Budujemy więc wokół siebie pancerz, jak ostryga w zetknięciu ze szczególnie nieprzyjemnym ziarnkiem piasku, pokrywająca je gładkimi warstwami perły, po to, by móc jakoś to znieść. Tak właśnie żyjemy: rozmawiamy, poruszamy się, funkcjonujemy dzień za dniem, nieczuli na ból i cierpienie innych. Gdyby się do nas przebiło, okaleczyłoby nas albo przemieniło w świętych, ale zwykle go nie czujemy. Nie możemy na to pozwolić."

Amerykańscy bogowie to podróż. Podróż przez stany nie tylko Zjednoczone, ale również te własnej świadomości i człowieczeństwa, podczas której czytelnik uświadamia sobie brutalną prawdę o dzisiejszym społeczeństwie i o nas samych. Neil Gaiman umiejętnie połączył swoje mądre i trafne przemyślenia z talentem pisarskim, tworząc niesamowicie błyskotliwą i wciągającą fantastyczną opowieść, która zapada głęboko w pamięć, odciskając na zawsze swój ślad w umyśle człowieka. Właśnie do takich powieści chętnie się wraca. Gorąco polecam Amerykańskich bogów

Recencja dla portalu Sztukater.pl:

Autor: Neil Gaiman
Tytuł: Amerykańscy bogowie
Tytuł oryginalny: American Gods
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Cykl/seria wydawnicza: -
Wydawca: Wydawnictwo MAG
Liczba stron: 456
Cena z okładki: 45 zł


Moja ocena: 8/10

"Zawsze powtarzam, że miasto nie jest miastem, jeśli nie ma w nim księgarni. Może nazywać się miastem, ale bez księgarni nikogo nie nabierze."
Wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki.  

========== 
Święta już za rogiem, a śniegu dalej nie ma. Kto to widział, żebym ja, który śniegu nie cerpi, narzekał na jego brak? No ale chyba siła wyższa, bo Święta bez śniegu to nie Święta. No ale chociaż jest wolne, yay! Co macie zamiar przeczytać? Ja chciałbym mieć za sobą nowego Wiedźmina, Czas Żniw i może drugi tom Świata po Wybuchu Julianny Baggott. Ucieszyłbym się też z przeczytanych Wszechświatów. No więc nie pozostaje mi nic innego, jak zabierać się za lekturę. :)


Cześć, pozdrawiam, Rafał!

6 komentarzy:

  1. Zastanawiam się, co ja tu jeszcze robię... Z drugiej strony do najbliższej księgarni nie zdążę dotrzeć, więc wyruszę jutro. Nigdy nie miałam okazji sięgnąć po jakiekolwiek dzieło pana Gaimana, no ale... zachęciłeś mnie tą recenzją, i to bardzo! Ładnie napisana opinia. Jak mówiłam - jutro idę do księgarni :D Nie odpuszczę sobie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leć, leć, bo jeszcze Ci bogowie zwieją sprzed nosa! :D
      Za miłe słowa bardzo dziękuję. :) Daj znać, co myślisz o "Amerykańskich..."! ;)

      Usuń
  2. Przekonałeś mnie do sięgnięcia po Gaimana, teraz z pewnością już nie odpuszczę :) I do tego Skillet - uwielbiam tę kapelę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij, myślę, że warto. :)
      Też ich lubię! :D

      Usuń
  3. Nie znam jeszcze twórczości autora, ale Twoja recenzja (i kilka jeszcze innych :P) coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że warto to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc co Ci szkodzi, czytaj Gaimana! :D

      Usuń